czwartek, 19 września 2013

Rozdział 13

*Następnego dnia 8.00*
Violetta
Siedzę sobie na tarasie naszego ( czyt. mojego i Leóna ) domku.Przyznam że tęsknię za deszczami w Buenos Aires.Tyle czasu na słońcu sprawia że chce mi się wrócić do domu.Jednak nie zapomnę o sprawie z moim ojcem.Nadal nie mogę uwierzyć , że kazał mi zerwać zaręczyny z Leónem ...Nie mogę uwierzyć że jest on taki samolubny i chciwy.Miałabym być żoną jakiegoś Juana.

-Kto to?-powiedział "nieznajomy" zakrywając mi oczy dłońmi
-Hmm...Maxi?
-No ejj..León odkrył mi oczy-Czy Maxi ma taką twarz?-wskazał León na swoją twarzyczkę.
-Nie nikt takiej nie ma-Uśmiechnęłam się i pocałowałam mojego męża.
-León wiesz że są tu Fran Camila i podobno dziś mają dojechać Maxi i Braco.-spytałam przeglądając czasopismo o modzie.
-Tak wiedziałem tydzień temu że przyjadą-León się uśmiechnął
-No ejj-założyłam ręce i udawałam że mam focha
-Może się odfochujesz kiedy zrobię pyszne śniadanko?-powiedział Leósiek. Tak już to widzę León plus kuchnia?Nie wierze że potrafi zrobić coś innego niż kanapki z szynką.Ja się obawiam że on pomidora nie umie pokroić.

-Dobra to przez ten czas ubiorę się-Powiedziałam i poszłam do łazienki.Wzięłam krótki prysznic  i ubrałam się w zieloną sukienkę którą kupiłam sobie jeszcze gdy mieszkałam w Madrycie.Na samym dole w walizce znalazłam jeszcze buty które idealnie pasowały do mojej kreacji.
Gdy zeszłam na dół Leónowi o mało co nie spadła jajecznica z patelni.
-Wow-wydukał
-I co podoba ci się?-zaczęłam się kręcić
-Bardzo a teraz śniadanko-powiedział León i postawił na stole dwa talerze.Przyznam że jedzenie było pyszne nie wiedziałam że on potrafi tak dobrze gotować !!.

*Buenos Aires 12.30*
Angie
German dziwnie się zachowuje cały czas chodzi rozkojarzony  i  co chwila się wścieka.Ta afera ze ślubem Violetty sprawiła że bardzo oddaliliśmy się od siebie.Chciał żeby ona ożeniła się z Juanem Camilltonem Młody inżynier.Moim zdaniem dobrze że wybrała Leóna.Znam go od paru lat i widzę że mu na Violi zależy. I to bardzo .Dziś zamierzam jechać odwiedzić Viole w końcu nie było mnie na jej ślubie.Oczywiście nie powiem nic Germanowi bo by się wściekł .Właśnie się pakuję.

-Panno Angie gdzie się pani wybiera?-spytał Rammalo wchodząc do sypialni
-Jadę do Violetty Rammalo . Nie obchodzi mnie to że German jest na nią zły dla mnie dobrze zrobiła że wyszła za Leóna.To dobry chłopak jak chcesz to powiedz Germanowi że jadę do niej proszę bardzo.-powiedziałam mu a ten tylko otworzył usta i rzekł

-Angie...-myślałam że zaraz zacznie swoje kazania-... pozdrów ją od swojego Rammalo
-Dziękuję Rammalo że mnie rozumiesz.Poł godziny potem byłam już w samolocie na Hawaje lot miał trwać około 10 godzin.
León
Właśnie siedziałem sobie na leżaczku kiedy ktoś oblał mnie zimną wodą.
-Ałaaa-krzyknąłem.Za mną Maxi i Braco tarzali się po piasku ze śmiechu.Obok nich leżało wiadro.
-O wyy... nie odpuszczę wam.
-Aha napewno-odezwał się jeden z dwóch debili (czyt.Maxi)
-Ok zakład wygram w berka ok?-obmyśliłem już swój szatański plan
-Ok na bank wygramy-Gdy zacząłem biec skręciłem w alejkę z pokrzywami ja przez nie przeskoczyłem ale chłopacy już nie zdążyli.Wtedy ja zacząłem się śmiać z chłopaków.Cali byli w bąblach.
-I kto jest lepszy i kto?-zacząłęm głupio taczyć
-Ja w tańcu powiedział obolały Maxi
-I ja - wow Braco powiedział coś po ludzku?CUD
-------------------------------------------------------------------------------
I jak?Tak wena powolutku wraca :)
Następny rozdział powinien pojawić się jutro ale nie mam pewności gdyż w piątek mam dużo zajęć .A więc to dziś na tyle
Pozdro..:*
V.Verdas

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz